Loading Map...

Vulkane / Wulkany

Written on: Saturday December 26th, 2009

A journal entry from: BIGtrip

Der Pazifische "Ring of Fire" (Feuerring) ist ein Vulkanguertel, der den pazifischen Ozean umgibt und wo tektonische Erdplatten aufeinander treffen. Der "Ring of Fire" kreuzt die neuseelaendische Nordinsel. So treffen wir hier auf allerlei geothermische und vulkanische Aktivitaeten wie z.B. Vulkankegel, erkaltete Lavastroeme vergangener Ausbrueche, dampfende heisse Quellen, brodelnde Schlammloecher und Geysire.

Von den vielen vorgenommenen Wanderungen ist v.a. die Besteigung des Mount Ngauruhoe (2'287 m) zu erwaehnen. Von 7 Stunden (hin- und zurueck) ist rund 3 Stunden Klettern notwendig, um zum Vulkankrater zu gelangen. Fuer das Klettern ist kein markierter Weg mehr vorhanden. Nur die Wegrichtung ist klar: "Nach oben." ;o) Die Lavasteine sind lose und scharfkantig. Zudem hat es dicke Steinstaub- und Sandschichten, sodass wir uns wie auf einer steilen mit Steinen versetzten Sandduene vorkommen. Nebst dem riesigen vielfarbigen Krater und der tollen Weitsicht werden uns auch die staubigen & nach faulen Eiern (Schwefel) stinkenden Kleider, die koerperliche Erschoepfung sowie jeweils einige Kratzer an Haenden und Beinen in Erinnerung bleiben. V.a. beim steilen Abstieg landen wir beide ein paar Mal auf dem A... ;o)

_____________________________________________________________

"Pierscien Ognia" na Oceanie Spokojnym jest Wam pewnie znany. Plyty tektoniczne nacieraja na siebie i wywoluja trzesienia ziemi badz wybuchy wulkanow w wielu miejscach na ziemi, np. w Japonii lub w Kalifornii. Do tej pory nie wiedzielismy, ze Polnocna Wyspa Nowej Zelandii lezy dokladnie na "Pierscieniu Ognia".

Przez kilka dni jazdy przez wyspe obserwujemy wiele znakow aktywnosci wulkanicznej: kratery nieaktywnych juz wulkanow, skamieniale strumienie lawy, gorace zrodla geotermalne, gejzery i bulgoczace blota.

Najbardziej wartym wspomnienia "wyczynem" jest nasza wyprawa do krawedzi krateru wulkanu Mount Ngauruhoe (2'287 m). Zajmuje nam ona 7 godzin, z czego 3 to wlasciwie wspinaczka bez wytyczonego szlaku. Tylko kierunek jest jasny: do gory ;o) Skaly powstale z lawy sa luzne i bardzo ostre. Do tego towarzyszy nam ostry wiatr i popiol wulkaniczny, w ktorym zapadaja sie stopy... Na szczycie mozemy za to podziwiac sasiednie wulkany i jeziora powstale w ich kraterach, piekny widok. Zejscie w dol tez jest ciekawe: wulkan jest tak stromy, ze wlasciwie z niego zbiegamy przewracajac sie pare razy na ..... :o)

Wracamy wyczerpani, zakurzeni i smierdzacy siarka, z podrapanymi kolanami i rekami. Ale za to z usmiechem na ustach ;o)